środa, 7 maja 2014

Rozdział 8: "Wakacje."

Przykro mi, że nie komentujecie. Nie wiem nawet czy to co piszę komukolwiek się podoba, czy nie.
☆☆☆
-James! Zrób nam zdjęcie.- Alicja pomachała ręką, w której dzierżyła aparat do okularnika. Wszyscy uczniowie stali na błoniach w oczekiwaniu na powozy. Z entuzjazmem podszedł do dziewczyn i poczekał aż się ustawią.
-Na trzy! Raz, dwa, trzy!-krzyknął. Flesz rozbłysł, a na kliszy pojawił się wizerunek czterech roześmianych dziewczyn.
-Dzięki- odparła Alicja, odbierając swoją własność z rąk James.
-Zrobicie nam?- wskazał na Huncwotów. Bones ochoczo pokiwała głową. Po chwili flesz błysnął ponownie.
-A może, zrobimy sobie wszyscy razem?- spytała Rosario.
-Longbottom!
-Co tam, Łapo?- spytał blondyn, podchodząc do grupy kolegów.
-Pstryknij fotkę. No ludziska, ustawiać się.
Huncwoci stanęli za ławką, na niej usadowiły się dziewczyny. James nachylił się i objął jednym ramieniem Dorcas, a drugim Lily. Evans popatrzyła na niego zniesmaczonym wzrokiem, ale nie skomentowała jego zachowania. Brunetka uśmiechnęła się do niego promiennie i potargała mu włosy. Syriusz przyprawił rogi Alicji, za którą stał. Uśmiechał się z nonszalancją. Dwa górne guziki koszuli zostawił rozpięte, jego krawat jak zwykle niedbale wisiał wokół szyi. Rosario nie mogła się zdecydować jaki kolor włosów wybrać do zdjęcia, w efekcie każdy kosmyk miał inny kolor. Remus wygładzał zawzięcie wgniecenia na ubraniu i poprawiał kołnierzyk koszuli, a Peter starał się wytrzeć ręce ubrudzone w czekoladzie o skrawek szaty.
-Uwaga!- krzyknął Frank.
-Wszyscy mówią: Śmierdzące skarpetki Filcha!- zaintonował Rogacz. Parsknęli śmiechem, ale zgodnie powtórzyli. Flesz błysnął po raz kolejny.
★★★
Z Ekspresu Hogwart-Londyn wysypało się na peron kilkaset osób. Sowy pohukiwały, szczury popiskiwały, a koty miauczały, wszelkie rozmowy zlewały się w jeden, ogromy harmider. Każdy żegnał się z przyjaciółmi, a witał z dawno nie widzianą rodziną. Pożegnania nie miały końca. Dziewczyny obcałowywały się wylewnie, obiecując, że będą pisać do siebie bardzo często. Chłopcy ściskali sobie dłonie i życzyli udanych wakacji. Syriusz oddalił się od przyjaciół, gdyż zauważył matkę przeszywającą go zirytowanym spojrzeniem. Kiwnął głową na znak powitania, złapał za jej szatę i całą trójką teleportowali się na Grimmauld Place 12. Przeszli przez furtkę a Stworek otworzył przed swoją panią wielkie, drewniane drzwi.
-Do salonu- rozkazała Walburgia synom.
Syriusz pośpiesznie wszedł do pokoju, za nim z kpiącym uśmiechem na ustach maszerował Regulus. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Nic się nie zmieniło. Meble ze smoczej skóry stały koło kominka, dywan z włosia jednorożca leżał na podłodze. Co z tego, że te zwierzęta były pod ochroną? Blackowie musieli mieć to co najlepsze. Wypalona dziura przypomniała, jak wraz z Regulusem podpalili go niechcący różdżką matki. Była na nich wściekła, uśmiechnął się pod nosem. Oczekiwał na matkę wpatrując się w swoje buty. Kiedyś wierzył, że rodzice go zrozumieją, zaakceptują jego stosunek do czarodziejów z rodzin niemagicznych, teraz był pewien, że jego nadzieje były płonne. Jednak nie przejmował się tym, miał przyjaciół, oni mu wystarczyli.
★★★
Razem minęli barierkę dzielącą świat czarodziejów od świata mugoli.
-Na razie Evans, będę tęsknił!- wydarł się James.
-Witaj James- przywitała się ciotka Gertruda.
-Cześć- mruknął i powlókł się za nią.
Rudowłosa kobieta przypatrywała się z zainteresowaniem oddalającemu się chłopcu, zaintrygowały ją jego słowa.
-Lily, co to za młodzieniec?- spytała.
-Nie ważne.
-Kochanie! Ona się zaczerwieniła.- Pani Evans z podekscytowaniem przyglądała się jak na policzkach jej córki wykwitły dwie czerwone plamy. Postanowiła dowiedzieć się o tym rozczochrańcu czegoś więcej. Z wyczekiwaniem posyłała swojej młodszej córce ponaglające spojrzenia. W tym momencie marzeniem Lily było zabicie Pottera, ze wszelkimi okrucieństwami.
-MAMO! Daj już spokój! Ten osobnik nazywa się idiota i mieszka w Pacanowie.
-Ależ Lily, nie wolno tak mówić o kolegach.
-To nie jest mój kolega. Koniec tematu!- warknęła rudowłosa.
-Liluś, no proszę. Pochwal się mamusi czy masz chłopaka.
Na szczęście panny Evans, właśnie dotarli do domu i wszyscy zajęli się wypakowywaniem bagaży i ogólnym powitaniem młodej czarownicy w domu.
★★★
-Nie wsiądę tam!
James awanturował się na środku ulicy pod dworcem King Cross, jego ciotka chciała wepchnąć go siłą do „pudełka na czterech kołach”, jak raczył zauważyć.
-Łaskę mi tu będziesz robić!
Machnęła różdżką i po chwili siedział zamknięty w samochodzie. Zaczął walić pięścią w okno.
-Nie rób mi tego! Czy to w ogóle jest bezpieczne? Jestem za młody żeby tak umierać! Miałem skończyć Hogwart, zostać najlepszym szukającym na świecie i jeszcze....- Słowa przestały wydobywać się z jego gardła, choć poruszał ustami. Popatrzył zdezorientowany na ciotkę. Opadł na siedzenie, skrzyżował ręce na piersi i siedział obrażony na cały świat.
-Tak lepiej- mruknęła.
Młodemu czarodziejowi czas dłużył się niemiłosiernie podczas podróży. W końcu, ku uldze Pottera, dojechali na przedmieścia Londynu. Jego oczom ukazała się mały parterowy domek z niedużym a na dodatek zaniedbanym ogródkiem. Był prawie pewien, że to jemu w zaszczycie przypadnie posprzątanie tego bałaganu.
-Chodź- zaprosiła go.
-I się zaczęło- stwierdził cicho po nosem. Ile by dał, żeby teraz znaleźć się w swoim domu.
-Co ty tam mruczysz pod nosem?
-Nic- odpowiedział. Taszcząc kufer powlókł się do wskazanego przez ciotkę pokoju.
★★★
Peron powoli się wyludniał. Jej przyjaciele dawno zostali odebrani przez swoich rodziców. Została praktycznie sama, rozejrzała się bezradnie i usiadła na kufrze, Sali Moon cicho pohukiwała w klatce.
-Rosario Milagros Albertini?
Usłyszała nad swoją głową. Podniosła wzrok i napotkała spojrzenie, surowych piwnych oczu. Pokiwała głową onieśmielona.
-Rudolf Lestrange- przedstawił się. Nazwisko wydało się Rosi znajome ale nie mogła sobie przypomnieć gdzie je wcześniej usłyszała. Popatrzyła na mężczyznę z wyczekiwaniem. Brunet odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie, nie zwracając uwagi na swoją podopieczną. Blondynka wystraszyła się, że zostawi ją na peronie. Chwyciła w rękę klatkę z sową, w drugą złapała rączkę kufra i wytężając wszystkie siły podążyła za mężczyzną.
-Złap mnie za rękę- odparł. Popatrzył jak nieudolnie próbuje w jednej dłoni zmieścić wszystko, żeby drugą mieć wolną. Na jego twarzy wykwitł pogardliwy uśmiech. Tamara i Ludwik na pewno się nią rozczarują. Machnął różdżką a jej rzeczy znikł. Zawstydziła się, co zdradzał szkarłatny rumieniec na jej policzkach, podała rękę Rudolfowi. Po chwili zniknęli z cichym pyknięciem.
Wylądowali przed mosiężną bramą wielkiej, okazałej posesji. Po bokach widniały dwa, wysokie na kilka stóp, posągi hipogryfów. Wrota zaskrzypiały, wskazał dłonią żeby weszła. Powoli, niepewnie przekroczyła próg posiadłości dziadków. Ogród był imponujący, kwiaty ze wszystkich zakątków świata ozdabiały każdy zakamarek. Po środku, tuż przed głównym wejściem, stała ogromna, marmurowa fontanna z wizerunkiem trytona z którego ust wypływała krystalicznie czysta woda. Kiedy podeszła do drzwi, otworzyły się same czym zaskoczyły dziewczynę. Lestrange podążał za nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Podziwiała renesansową przeszkloną kopułę, zastępującą zwykły sufit, promienie słońca oświetlały cały hol. Rozejrzała się bezradnie po pomieszczeniu, napotkała wzrok swojego opiekuna.
-Zapraszam na górę.- Wskazał schody. Nie czekając na jej odpowiedź, zaczął się po nich wspinać, podążyła za nim. Kiedy pokonała ostatni stopień, zobaczyła, że on już czeka pod drzwiami. Szybko podeszła, strach mieszał się z podekscytowaniem. Zapukała.
-Wejść.- Zza drzwi dobiegł ich zachrypnięty męski głos.
-Dziękuję Rudolfie. Możesz odejść.
Lastrange wycofał się, zamykając za sobą cicho drzwi. Rosario rozejrzała się po gabinecie. Stare drewniane meble, obite skórą, za fotelem wisiały pokaźnych rozmiarów rogi, nie była znawcą ale wydawało jej się, że to poroże Daniela. Fotel obrócił się, czym przykuł uwagę dziewczyny. Rosario wciągnęła za świstem powietrze. Miała wrażenie, że widzi ducha. Zrobiło jej się słabo. Patrzył na nią jej ojciec, którego znała tylko z tego jednego, jedynego zdjęcia, które stoi zawsze na jej szafce nocnej a teraz spoczywa głęboko schowane w kufrze. Czyżby jej ojciec żył? Przemknęło jej przez myśl.
-Tak, Thomas był bardzo do mnie podobny.
Usłyszała w odpowiedzi na swoje nieme pytanie.
★★★
Wysłuchawszy kazania, jak to plugawi cały Szlachetny Ród swoim zachowaniem, głupimi kawałami i zadawaniem się ze szlamami i zdrajcami krwi, młody Black nie wytrzymał i wywołał awanturę. Skutkiem czego miał rozcięte ramię i napuchniętą wargę, gdyż Walburgia nie oszczędzała w zaklęciach, mających na celu resocjalizację syna. Biegł na oślep. Ten duży dom teraz bardziej przypominał mu wiezienie niż jego własny kąt. Nogi same powiodły go do jego pokoju, a łzy żalu napływały, mimo woli, do stalowych oczu. Uderzył pięścią w gustowną lampę, która tak idealnie pasowała do wystroju sypialni. Klosz rozsypał się na milion małych kawałków, w każdym odbijała się załamana i bezsilna twarz Syriusza. Rozległo się pukanie, drzwi otworzyły się, mimo iż właściciel pokoju nie wyraził zgody na wejście.
-Pani kazała siedzieć Paniczowi w pokoju i z niego nie wychodzić. Jedzenie będę przynosił na każde Panicza zawołanie.
-Zrozumiałem Stworku.
-Biedna Pani, teraz leży i serce jej pęka z żalu. Ten wybryk natury doprowadził, biedną Panią, do takiego stanu.- Wyszedł mrucząc pod nosem.
Pomimo wczesnej pory Syriusz zasnął, nawet nie licząc na lepsze jutro.
★★★
Remus właśnie zajadał się wspaniałymi potrawami przygotowanymi przez jego matkę miedzy innymi zapiekanką, którą uwielbiał. Pani Lupin z zachwytem przyglądała się dziecku, które pochłaniało kolejną porcję.
-Jak dobrze, że już jesteś. Tak się stęskniłam.
-Wiem mamo.- Remus uśmiechnął się.
-I w dodatku zdałeś wszystkie egzaminy na Wybitny.- Pani Lupin pokraśniała z dumy.
-Żadna nowość- wtrącił jej mąż, wracający właśnie z pracy. Remus rzucił mu się na szyję. Po kolacji, wspólnie usiedli w salonie a Remus opowiadał o szkole, przyjaciołach i tłumaczył się z licznych szlabanów i kar. Państwo Lupin wpatrywali się z uśmiechami na twarzach, w rozentuzjazmowanego syna, któremu aż oczy świeciły gdy opowiadał jak udało mu się jako jedynemu w klasie rzucić zaklęcie kameleona. Cieszyli się, że Dumbledore dał szansę ich dziecku. I tylko jedna myśl ich przygnębiała. Za kilka dni była pełnia.
★★★
Jamesowi czas płynął bardzo wolno. Lista zakazów, co może a czego nie powinien robić gwałtownie zmalała, gdy zagroził, że potłucze kolekcję porcelanowych filiżanek ciotki, bardzo starych, bardzo cennych i jeszcze bardziej delikatnych. Ciotka Gertruda poza nałogowym zbieraniem porcelany ma obsesję na punkcje mugoli, bardzo rzadko czaruje i większość prac domowych zlecała swojemu podopiecznemu. Młody Potter nie był tym zbyt zadowolony. Jedyne co przykuwało uwagę Jamesa to hodowla sów, które starsza kobieta tresuje żeby prawidłowo dostarczały listy. Kilka razy byli na Pokątnej, żeby sprzedać już odpowiednio przygotowane ptaki do sklepu z Magicznymi Zwierzętami oraz na poczcie, z którą kobieta współpracuje od kilkunastu lat. James testował sowy i właśnie przyleciała jedna z nich od Syriusza. Wysłał przez nią paczkę, w której było kilka jego rzeczy, na przykład bokserki z napisem „Sexi” oraz koszulka z najnowszym modelem Harleya Davidsona.
-Myślałem, że je zgubiłem!- wykrzyknął Rogacz i zaczął skakać z radości, kiedy w paczce zobaczył swoje ukochane bokserki w złote znicze. -Zatłukę go!- dodał. Prawie pusta butelka po jego ulubionych perfumach widniała na dnie kartonika.
★★★
Kilka dni później słodki głosik ciotki Gertrudy dotarł do uszu zaspanego szukającego.
-Wstawaj leniu!
-Ale jest szósta rano!- zaprotestował. Nakrył głowę kołdrą.
-Nie ja kazałam ci do późna siedzieć. Podnoś się, za 5 minut śniadanie.
Takiego widoku jego oczęta nie spodziewały się i nie o takiej porze. Przez myśl mu przemknęło, że ta chuda szkapa opatulona w puchowy, różowy szlafrok i papiloty na głowie chce znów z nim zadrzeć.
-Masz.- Podsunęła mu talerz pod nos, kiedy pół godziny później siedział przy stole w kuchni a oczy mu się same zamykały. Podpierał się łokciem, żeby jego ociężała głowa nie wpadła mu do talerza z jedzeniem, które w żaden sposób nie przypominało jajecznicy.
-Dziękuje ciociu- mruknął. Jednak zamiast zająć się jedzeniem zasnął nad talerzem.
-Weź te łokcie ze stołu!- Ciotka brutalnie zrzuciła jego rękę z blatu a głowa nie podpierana niczym stabilnym wyładowała w jajkach.
-Skaranie boskie z tobą!- warknęła.


5 komentarzy:

  1. Genialne!
    Czekam na kolejne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero zaczęłam czytać twojego bloga i jestem szczerze nim zachwycona, jednak mam pewne pytanie - Sumy zdaje się w 5 klasie, a przecież wtedy zakończyła się przyjaźń Lily i Snape'a, więc czy coś ominełam czy może masz inną koncepcję na to ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, Sumy zadaje się w piątej klasie, jednakże moi bohaterowie skończyli dopiero klasę czwartą wydaje mi się, że w poprzednich notkach dokładnie jest to zaznaczone, jak wyczytałam na stronach poświęconych Harry`emu Potterowi uczniowie zdawali co roku egzaminy jednak najważniejsze to SUMY i OWUTEMY:) więc trzymam się tej wersji, co do Twojego pytania odnośnie przyjaźni Lily i Severusa,: mam zamiar zakończyć ich przyjaźń, ale dopiero po Sumach:) Mam nadzieję, że pomogłam:)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Cóż to za okrutna ciotka Jamesa i dlaczegóż to jego rodzice wysłali go na taką katorgę? :D Ale generalnie dobrze mu tak :D Mam złudną nadzieję, że trochę go to nauczy pokory, czy czegoś tam, ale w sumie szczerze w to wątpię :D. W końcu Rogacz to Rogacz hahah :D Rozwalił mnie szantaż o filiżanki hahaha, nie mogę z tego :D. Swoją drogą, gdy słyszę ciotka Gertruda, od razu widzę grube, wredne babsko z krótkimi, tłustymi nóżkami i trwałą na głowie. A tu proszę, jakaś szkapa :D. A ta scena, gdy wpada twarzą w jajecznicę jest bajeczna hahaha :D Szkoda, że Lily tego nie widziała :D. Czekam aż James wybuchnie i coś wywinie ciotce - to będzie mega śmieszne ;d.
    Bieeeeeeeeedny Syriusz. Kurde, on to ma przesrane. To również mi zawsze u niego imponowało - pomimo upiornej rodzinki i koszmarnego traktowania, w szkole jest wesoły, pogodny, radosny i w ogóle nie daje po sobie znać, że ma ciężko. Ciekawa jestem kiedy ucieknie z domu i zamieszka u Rogacza? No zobaczymy :)
    Matka Lily wydała mi się trochę nawiedzona z tym jej entuzjazmem, co do chłopaka :D. Ale to może tylko błędne pierwsze wrażenie :D.
    Cieszę się, że przynajmniej Remus ma normalnych rodziców, którzy go kochają i dbają o niego. To pocieszające i pewnie dodaje mu dużo siły :-). No i widok szczęśliwego syna pewnie również koi serca rodziców :-).
    Jak czytałam cały ten tajemniczy kawałek z Rosario w roli głównej, z tym opiekunem-Lestrangem i gdy zobaczyła tego kogoś w fotelu i myślała, że to jej tata, to moja pierwsza myśl była taka: MATKO! JEJ OJCIEC ŻYJE I TO JEST VOLDEMORT! Ale kurde jednak nie :D. Ale to dobrze, że nie, bo nie lubię takich naciąganych historyjek. Aczkolwiek przeraziłaś mnie. W ogóle znowu genialnie zbudowałaś napięcie. No i kto to był w tym fotelu? Bo chyba nie dziadek, nie? Tzn. wydaje mi się, że dziadek nie wyglądałby tak młodo jak tata. Może jakiś brat?
    Kurde, jest 1 w nocy, ja jutro idę do pracy i muszę wstać o 7, a nie umiem się oderwać od czytania! Jak zaśpię, to będzie Twoja wina! :-*

    OdpowiedzUsuń
  4. Okrucieństwo! Budzić człowieka o szóstej rano?

    OdpowiedzUsuń